Nocna zmiana szkodzi bardziej, niż myślimy. Ekspertyza ujawnia skalę problemu

15 czerwca, 2026

Praca nocą zaburza naturalny rytm organizmu, zwiększa ryzyko chorób przewlekłych i utrudnia normalne życie rodzinne. Choć o jej kosztach mówi się od lat, najnowsza ekspertyza przygotowana przez naukowców z Uczelni Łazarskiego na zlecenie OZZZPRC pokazuje ich pełną skalę. – Polskie przepisy nie nadążają za wiedzą medyczną ani rozwiązaniami stosowanymi w innych krajach Europy – mówi dr Magdalena Rycak*, współautorka dokumentu.

 

Związki zawodowe od lat alarmują o zdrowotnych i społecznych kosztach pracy zmianowej. Na ile wyniki ekspertyzy potwierdziły te obawy? Czy pojawiły się wnioski, które Państwa szczególnie zaskoczyły?

Nie było tu większego zaskoczenia. Ekspertyza jednoznacznie potwierdziła, że praca zmianowa, a zwłaszcza nocna, jest szczególnie groźna dla zdrowia, a czasem nawet życia i funkcjonowania społecznego osób ją wykonujących. Analiza obejmowała wyniki badań prowadzonych na całym świecie. Wynika z nich jasno, że praca nocna zaburza podstawowe mechanizmy biologiczne człowieka. Organizm można tylko częściowo przyzwyczaić do aktywności nocą – zegar biologiczny nadal funkcjonuje zgodnie z rytmem dnia i nocy.

Najbardziej bezpośrednimi skutkami są zaburzenia snu i przewlekłe zmęczenie. Dotyczy ono nawet 60–77 proc. osób pracujących nocą. To z kolei prowadzi do spadku koncentracji, wydłużenia czasu reakcji oraz większej liczby błędów i wypadków przy pracy. Szczególnie niebezpieczne jest to w zawodach związanych z bezpieczeństwem i zdrowiem innych ludzi. Na tym jednak lista zagrożeń się nie kończy. Długotrwała praca nocna zwiększa ryzyko nadciśnienia tętniczego, choroby niedokrwiennej serca, zaburzeń rytmu serca, cukrzycy typu 2, otyłości, zespołu metabolicznego, depresji, zaburzeń lękowych, a nawet niektórych nowotworów hormonozależnych. Ekspertyza odwołuje się m.in. do stanowiska Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem, która wskazuje na związek między zaburzeniami rytmu dobowego a zwiększonym ryzykiem wybranych nowotworów.

To jednak nie wyczerpuje listy zagrożeń związanych z pracą zmianową.

Oczywiście. Do tego trzeba dołożyć też społeczne skutki zmianowości. Praca w ruchu ciągłym niszczy równowagę między życiem zawodowym a rodzinnym. Badania przywołane w ekspertyzie pokazują, że liczba konfliktów na linii praca–rodzina jest o 40–60 proc. wyższa niż w przypadku osób pracujących wyłącznie w dzień. Można więc powiedzieć, że praca nocna wpływa nie tylko na samego pracownika, ale także na życie całej jego rodziny. Pojawia się również zjawisko izolacji społecznej. Pracownicy zmianowi funkcjonują często w czasie odwrotnym do swoich bliskich i znajomych. Według badań 27–31 proc. osób pracujących w systemie zmianowym doświadcza samotności zawodowej i społecznej. Wzrasta liczba konfliktów, napięć, a satysfakcja z życia spada.

Czy osoby podejmujące pracę zmianową są świadome tych zagrożeń? A jeśli nie, to czy pracodawca powinien mieć obowiązek informowania o nich? Gdybym miała dziś 20 lat i podejmowała pracę zmianową, prawdopodobnie nie zastanawiałabym się nad takimi konsekwencjami. Zwłaszcza jeśli nie miałabym w rodzinie nikogo pracującego w takim systemie.

Myślę, że wiele osób nie ma świadomości skali zagrożeń. Praca nocna jako czynnik ryzyka zawodowego jest dziś niedostatecznie dostrzegana. Zgodnie z art. 226 Kodeksu pracy pracodawca ma obowiązek oceniać ryzyko zawodowe, informować pracowników o zagrożeniach i stosować środki profilaktyczne. Problem polega na tym, że w praktyce oceny ryzyka skupiają się głównie na zagrożeniach mechanicznych, chemicznych, biologicznych czy ergonomicznych. Znacznie rzadziej uwzględniają ryzyko wynikające z samej organizacji czasu pracy. Tymczasem ekspertyza pokazuje jednoznacznie, że organizacja czasu pracy sama w sobie jest czynnikiem ryzyka zdrowotnego i może stanowić zagrożenie porównywalne z niektórymi czynnikami środowiska pracy.

Jak powinien wyglądać „zdrowy” grafik? W ekspertyzie pojawia się postulat obowiązkowej rotacji zmian „do przodu”. Co to oznacza?

Chodzi o taki sposób organizacji pracy, który minimalizuje skutki zdrowotne pracy zmianowej. Pracownik powinien przechodzić kolejno przez zmiany poranne, popołudniowe i dopiero nocne. Najlepiej, gdy wykonuje od dwóch do czterech zmian porannych, następnie od dwóch do czterech popołudniowych, a potem od dwóch do czterech nocnych. Dzięki temu organizm może stopniowo się adaptować. Nie powinno być sytuacji, w której ktoś jednego dnia pracuje w nocy, następnego po południu, a kolejnego rano. Taki system jest dla organizmu wyjątkowo obciążający.

W praktyce często wygląda to inaczej.

Różnie bywa, ale z mojego doświadczenia wynika, że takie harmonogramy da się planować bez większego problemu. Tworzyłam je dla kilku firm produkcyjnych. Dziś, w erze sztucznej inteligencji, przy wykorzystaniu nowoczesnych narzędzi wspomagających planowanie czasu pracy, wydaje się to jeszcze łatwiejsze. To przede wszystkim kwestia wiedzy i dobrej woli. Oczywiście zdarzają się sytuacje wyjątkowe – choroby, urlopy czy nagłe braki kadrowe. Jednak nie powinny one usprawiedliwiać permanentnego ignorowania zasad ergonomii pracy zmianowej.

W ekspertyzie szeroko rekomendowane zmiany w prawie pracy. Które z nich mogłyby najszybciej poprawić zdrowie i bezpieczeństwo pracowników?

Przede wszystkim ograniczenie liczby nocnych zmian. Obecnie polskie przepisy praktycznie nie przewidują w tym zakresie żadnych limitów. Postulujemy maksymalnie 36 zmian nocnych w okresie 16 kolejnych tygodni. W praktyce oznaczałoby to średnio około 2,25 nocnej zmiany tygodniowo. Drugim rozwiązaniem jest ograniczenie liczby kolejnych nocek do maksymalnie dwóch–czterech z rzędu. Grafik nie powinien przewidywać pięciu czy sześciu nocnych zmian jedna po drugiej. Trzeci postulat to zakaz pracy wyłącznie na nocnych zmianach przez okres dłuższy niż dwa tygodnie. Po tym czasie pracownik powinien przechodzić na zmiany dzienne, chyba że sam dobrowolnie wyrazi zgodę na odstępstwo.

Do tego dochodzi obowiązkowa rotacja zmian do przodu, rozszerzone badania profilaktyczne, dodatkowe uprawnienia rodzicielskie dla pracowników nocnych oraz skrócenie czasu pracy. Badania pokazują, że już skrócenie czasu pracy o kilkanaście procent przynosi bardzo pozytywne efekty zdrowotne w przypadku pracy zmianowej i nocnej. Postulujemy także zagwarantowanie co najmniej 40 proc. weekendów wolnych od pracy. To pozwoliłoby pracownikom spędzać więcej czasu z rodziną i odbudowywać relacje społeczne. Oczywiście przedsiębiorcy mogą argumentować, że oznacza to konieczność zatrudnienia większej liczby pracowników. Jednak zdrowie ludzi również ma swoją wartość.

W ekspertyzie zwracacie również uwagę na dodatki za pracę nocną.

Tak. Polska należy do państw o relatywnie niskim poziomie rekompensaty za pracę nocną na tle wielu krajów Europy Zachodniej. Jest on liczony od minimalnego wynagrodzenia, a nie od wynagrodzenia konkretnego pracownika. Postulujemy zmianę tego rozwiązania. Chcę jednak podkreślić, że same dodatki nie rozwiążą problemu. Najważniejsze są rozwiązania ergonomiczne i zapewnienie odpowiedniego odpoczynku. Wyższy dodatek może natomiast częściowo rekompensować koszty regeneracji i skłaniać pracodawców do bardziej racjonalnego korzystania z pracy nocnej.

W dokumencie znalazł się też ciekawy postulat dotyczący drzemek w pracy.

Dziś drzemka podczas pracy jest często traktowana jako poważne naruszenie obowiązków pracowniczych. Tymczasem w przypadku dużego zmęczenia jest to naturalna reakcja organizmu. W niektórych krajach, na przykład w Japonii, krótkie drzemki są społecznie akceptowane. Warto rozważyć podobne rozwiązania również u nas, szczególnie w przypadku pracowników wykonujących pracę nocną.

Jak na tle innych krajów europejskich wypada Polska?

Niestety słabo. W wielu krajach Europy Zachodniej funkcjonują rozbudowane branżowe układy zbiorowe pracy oraz szczegółowe regulacje dotyczące pracy zmianowej i nocnej. W Polsce takich rozwiązań jest zdecydowanie mniej. Często jako wzór wskazywane są Niemcy. Dodatki za pracę nocną sięgają tam 25–50 proc. wynagrodzenia, a harmonogramy pracy podlegają znacznie większej kontroli. Bardzo restrykcyjnie do pracy nocnej podchodzi także Francja. Obowiązuje tam zasada, że praca nocna nie jest normalnym sposobem organizacji pracy, lecz wyjątkiem uzasadnionym szczególnymi potrzebami przedsiębiorstwa.

W Holandii obowiązują limity liczby zmian nocnych w roku, limity kolejnych nocek oraz ograniczenia długości zmian. Kraje skandynawskie z kolei coraz częściej mówią nie tyle o czasie pracy, ile o zarządzaniu zmęczeniem pracowników. Polska wyraźnie odstaje od tych standardów.

Mamy więc przed sobą sporo pracy, jeśli chce zbliżyć się do europejskich standardów ochrony pracowników zmianowych.

Tak, zdecydowanie. I właśnie teraz – gdy Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zapowiada prace nad skróceniem czasu pracy – jest dobry moment na rozpoczęcie poważnej dyskusji. Jeśli takie rozwiązania mają zostać wprowadzone, w pierwszej kolejności powinny objąć tych, którzy najbardziej ich potrzebują – pracowników zmianowych i nocnych. To właśnie oni ponoszą najwyższe zdrowotne i społeczne koszty obecnego systemu.

 

*dr Magdalena Rycak,  Dyrektorka Instytutu Prawa Zatrudnienia i Work-Life Balance w Uczelni Łazarskiego, Prodziekan Wydziału Prawa i Administracji Uczelni Łazarskiego ds. badań naukowych i innowacji, radczyni prawna specjalizująca się od ponad 20 lat w prawie pracy

Do góry
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
Zgoda
Zamknij