Szósta zmiana: Pasja jak malowana

30 kwietnia, 2021

Magazyn Zmiany, kwiecień/06

Nauczycielki plastyki mówiły mi: Jarek, nie zmarnuj swojego talentu! A ja myślałem: E tam, przecież nie będę się babrał całe życie w farbach – wspomina Jarosław Zażlak z MZZPRC GE Enea S.A, kolejny bohater cyklu “Szósta zmiana”.

Namawiano go na ASP, ale nigdy nie myślał o tym poważnie. Obrazem ciężko zapłacić za chleb. Talent nie dawał jednak o sobie zapomnieć, więc od czasu do czasu powstawały mini dzieła sztuki: a to idealnie proporcjonalny koń z plasteliny, a to wyrzeźbiona w kawałku drewna podobizna nauczycielki.

-Moim pierwszym obrazem była kopia ikony, namalowana na prośbę kolegi. To było wiele lat temu, kiedy farby malarskie, pędzle, itd. były bardzo trudno dostępne. A jednak, obraz namalowany tanimi, chińskimi farbami, okazał się udany. Kiedy kolega przyszedł po gotowy obraz, postawiłem dwie prace obok siebie i kazałem wskazać „oryginał”. Nie potrafił – opowiada Jarek.

Czas służby wojskowej był czasem malowania chust dla idących do rezerwy. Taka była wtedy moda i zwyczaj. -Kiedyś zobaczyłem, jak rezerwiści nieudolnie malują te chusty. Spytałem ich: dlaczego to takie brzydkie? Oni na to – a co, młody, potrafisz lepiej? Skinąłem głową i namalowałem taką chustę, że  później każdy chciał mieć podobną, kolejki się robiły. Na prześcieradłach, z których robiło się chusty,  powstawały m.in. piękności tamtych czasów – Samanta Fox,  Sandra, Kylie Minogue. Idący do rezerwy  dawali też zdjęcia,  jak mówili,  swoich dziewczyn i prosili o namalowanie ich na chustach. Potem okazywało się, że te zdjęcia  były po prostu wyciągane z lusterek (kiedyś były produkowane lusterka kieszonkowe ze zdjęciami modelek wmontowanymi w oprawkę) – wspomina przewodniczący Zakładowej Organizacji Związkowej MZZPRC GE Enea S.A. w Zielonej Górze.

ZOBACZ TEŻ INNE TEKSTY CYKLU SZÓSTA ZMIANA:

Jak grałem w Pucharze UEFA
Im zimniej, tym cieplej!
Taaaka ryba

Później na jakiś czas malowanie zarzucił. Jednak dziś obrazy wypełniają już szczelnie każdą ze ścian w domu (leśne drogi, kwitnące pole, jezioro o zmierzchu,  powstańcy styczniowi,  rycerze pod Akrą, pole bitwy z września 1939r., napoleoński wiarus,  pałac nad stawem w parku, samotny wilk w zimowym lesie, mgła nad rzeką, i wiele  innych płócien.)  

– Żona pokazała mi zdjęcie  wnętrza jednego z przedwojennych pałaców, była tam ściana zawieszona obrazami od sufitu do podłogi, „Popatrz” – powiedziała – „Ściana zupełnie jak u nas” – opowiada Jarek i dodaje: -Taki rodzaj  malarstwa w dzisiejszych czasach jest rzadki, bo realizm wyszedł z mody, a szkoda, bo dobrze jest mieć w  domu tyle swoich namalowanych „kawałków świata”, zdarzeń, postaci.

Kiedyś właścicielka jednej z galerii namówiła Jarka,  aby pokazał jej jakiś swój obraz. -Przyniosłem, postawiłem koło drzwi. Chwilę później wchodzi podobno bardzo uzdolniony student malarstwa, który niesie swoje obrazy, czyli  „sztukę współczesną”. Patrzy na mój obraz i z pogardą mówi “o, realizm”. Ja mu na to – „Nie podoba się panu? To proszę poczekać, wezmę  farby, pędzle i ja spróbuję odtworzyć pana dzieło, a pan – mój realizm. Spróbujemy?”. Chłopak poczerwieniał i nie podjął wyzwania,  szybko wyszedł  z galerii – relacjonuje Jarosław. 

Od dwóch lat nie powstał żaden nowy obraz.  Wciąż brakuje czasu, a malowanie nie znosi konkurencji – jak już rozrobisz farby, to trzeba z nich korzystać, czyli malować,  bo inaczej się zmarnują. – Jestem jednak pewien, że prędzej czy później wrócę do sztalugi. Tylko najpierw  muszę okulary wymienić na trochę mocniejsze – śmieje się Jarek.

Szósta zmiana: Im zimnej, tym cieplej!

30 marca, 2021

Magazyn Zmiany, marzec/07

To będzie tekst o gorącej miłości do lodowatej wody. Anna Wesołowska z Komisji Rewizyjnej i Anastazja Kałuzińska z Zarządu OZZZPRC morsowanie pokochały od pierwszych dreszczy. – Uczucie trudne do opisania – jakby się skóra od mięsa oddzielała. Plus przeogromna radość – tak zapamiętałam pierwsze wejście – mówi Ania.

Przygodę z morsowaniem rozpoczęła w 2019 roku. – Nie do końca z własnej woli. Przyjaciółka obchodziła 50. urodziny i postanowiła z tej okazji dać nura do zimnej wody. A że nie chciała być sama…. zgodziłam się asystować. Miałam stać na pomoście i zagrzewać do boju, tymczasem, niejako mimowolnie, zadebiutowałam w roli morsa – wspomina dziś ze śmiechem. Dodaje, że wcześniej zupełnie sobie tego nie wyobrażała, a zimno robiło jej się na samą myśl o zanurzeniu choćby małego palca w wodzie. -Wtedy weszłam do kostek i myślę: umieram! A tu gromada krzyczy: „Dajesz!!!”. Nie miałam wyjścia – poszłam dalej, razem z przyjaciółką. Pierwsza kąpiel nie trwała zbyt długo, ale gdy wychodziłyśmy już wiedziałyśmy, że prędko wrócimy.

I tak się stało – wróciły, morsują regularnie dwa razy w tygodniu. W styczniu 2020 roku podczas szkolenia związkowego w Rewalu o miłości Ani do morsowania mieli okazję przekonać się związkowi koledzy; razem z przewodniczącym (inni się nie odważyli) – dała nura do lodowatego Bałtyku.

Pewnie gdyby była z nimi wtedy Anastazja Kałuzińska, w morzu mielibyśmy nie dwóch, a trzech przedstawicieli OZZZPRC. – Morsować zaczęłam w tym roku i po jednym sezonie mam apetyt na kolejne – mówi Anastazja, która nową pasję zawdzięcza… lockdownowi. – Zamknięte baseny sprawiły, że szukałam dla pływania godnego zastępstwa. Kąpiele w zimnej wodzie spodobały mi się od pierwszych chwil. Wyzwalają adrenalinę i – co najważniejsze – pozwalają przekraczać kolejne bariery – mówi szefowa Sekcji Hutnictwa wspominając, że najwięcej uroku miały kąpiele, gdy dokoła leżał śnieg, a termometry spadały sporo poniżej zera.

Anastazja od ośmiu lat biega („nic lepiej nie koi nerwów niż godzinny jogging”). Powoli rozgląda się też za nowymi wyzwaniami. Na jej liście są m.in.: skok ze spadochronu, skok na bungee i lot balonem.

Do góry
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
Zgoda
Zamknij