„Mamy dziś do czynienia z definitywnym kresem elektroenergetyki w zakresie wytwarzania na węglu” [WYWIAD]

27 kwietnia, 2021

Magazyn Zmiany, kwiecień/04

Rozmowa z Tadeuszem Wierzchowskim, przewodniczącym Sekcji Elektrowni na Węgiel Kamienny

Doczekaliśmy się wreszcie prezentacji złożeń transformacji branży elektroenergetycznej w Polsce. Jakie ma Pan odczucia, czytając ten dokument?

Jestem, mówiąc bez ogródek, zdegustowany lakonicznością przekazanych informacji i brakiem konkretów dotyczących tego, jak będzie wyglądała egzystencja spółki NABE. Duża część prezentacji, czyli około 20 stron, poświęcona była powodom, o których wszyscy wiedzą “do wczoraj”. W dłuższej lub bliższej perspektywie może się okazać, że to, co, do wczoraj wydawało nam się podstawą działania Ministerstwa Aktywów Państwowych, jest, mówiąc delikatnie, nie do końca prawdą.

Co ma Pan na myśli?

Prezentacja pokazywała, czemu ma służyć wydzielenie aktywów węglowych, natomiast było w niej za mało konkretów dotyczących przewidywalnego czasu działalności spółki NABE, sposobów jej finansowania, tego, czy spółka będzie miała środki na to, by działać, a później wygaszać bloki. Praktycznie nie było nic o pomocy publicznej po roku 2025, a właśnie tego najbardziej oczekiwała strona społeczna. Nie dowiedzieliśmy się, na jakich zasadach miałoby odbywać się przenoszenie pracowników, kto będzie dla nich pracodawcą. Pytaliśmy o to, ale w odpowiedzi padały same ogólniki. Usłyszeliśmy, że jedna ze spółek przejmie tę rolę, ale nie powiedziano, która i na jakich zasadach (poza lakoniczną informacją o wniesieniu udziałów przez Skarb Państwa).

Na podstawie prezentacji można się domyślać, że skarb państwa przejmie aktywa. Ale jeżeli dzisiaj – w dobie transformacji – ten, kto za nią odpowiada, nie chce powiedzieć, czy wycena będzie się odbywała na podstawie przejmowania zobowiązań finansowych, czy nie, to coś jest nie tak.

Dlaczego informacje podane publiczne są tak pobieżne?

Mam wrażenie, że od samego początku informacje są dawkowane – by nie powiedzieć na raz zbyt dużo. Przedstawiciele ministerstwa od samego początku wiedzą, co i jak chcą zrobić, ale nie spieszą się z pokazaniem całego planu, bo wiedzą, że to wywoła ogromne emocje. Przypomnę, że prezentację mieliśmy zobaczyć w lutym, tymczasem nastąpiło to dopiero teraz, w kwietniu; zakrawa na żart, że na długo wyczekiwanym spotkaniu… nie przekazano żadnych konkretów.

Pytanie brzmi, i chcę, by to mocno wybrzmiało, czy to, co przekazano polskiemu społeczeństwu jest, aby na pewno realizowane? Mówi się, że cała koncepcja transformacji polegająca na wydzieleniu aktywów węglowych jest robiona, by to, co zostanie w spółkach energetycznych, mogło inwestować, zaciągać nowe zobowiązania finansowe na źródła gazowe, źródła OZE, morskie farmy wiatrowe czy też na energetykę jądrową. Natomiast ostatnie informacje prasowe, które mówiły, że z grup zostaną wydzielone tylko obszary wytwarzania energii elektrycznej bez elektrociepłowni i bez obszaru wydobycia węgla kamiennego, przeczy temu. Trudno wierzyć przedstawicielom Ministerstwa Aktywów Państwowych w to, co do tej pory mówili, skoro robią zupełnie coś innego.

Jest ogromna nieufność wśród pracowników. Być może w tej chwili transformacja spółek i przejście obszarów wytwarzania do NABE nie będzie miało negatywnych skutków, ale w długofalowym procesie one na pewno się pojawią; choćby przez to, że dzisiaj obszary wytwórcze będące w poszczególnych grupach energetycznych mogą liczyć na przychody całych grup np. w zakresie możliwości inwestycyjno – finansowych. W momencie, gdy obszar wytwarzania zostanie złożony w jedną całość, będzie mógł działać tylko na podstawie tych przychodów, które sam osiągnie. A jest to określony obszar działalności, która dzisiaj jest obarczona ogromnymi kosztami środowiskowymi. Dość wspomnieć, że koszty emisji CO2 przekraczają koszty samego paliwa. Do 2025 roku spółki, czy obszary wytwarzania, mają określone przychody z tytuły rynku mocy, ale wzrost ceny emisji, CO2 spowoduje drastyczne obniżenie opłacalności; nie wystarczy na cały proces odszkodowawczy, różnego rodzaju programy PDO, programy odpraw, programy transformacji związane z przeszkalaniem pracowników.

Iluzoryczne są, zatem działania ministerstwa, które mówi, że spółka po 2025 roku będzie wymagała pomocy publicznej; wiadomo przecież doskonale, że UE nie będzie na taką pomoc chciała dać zgody. Wydaje się, że mamy dziś do czynienia z definitywnym kresem polskiej elektroenergetyki w zakresie wytwarzania na węglu.

Co dalej?

Trudno powiedzieć, czekamy na konkrety, które powinny wypłynąć z prac ministerstwa oraz ze spotkań i konsultacji społecznych na szczeblu branżowych zespołów trójstronnych. Czy tak się stanie i nie ile te działania będą rzetelne? Tego dzisiaj nie wiadomo.

Strona rządowa przekonuje, że konsultacje były, są i będą prowadzone.

To kpina, rozmawia się tylko z górnikami, a nie z branżą energetyczną, która jest zagrożona ogromną transformacją, likwidacją miejsc pracy – może nie w aspekcie miesiąca-dwóch, ale w aspekcie kilku lat.

Obym się mylił, ale wydaje mi się, że po 2025 roku każdy polski obywatel zapłaci dużo więcej za energię elektryczną. Przy zwiększającym się zużyciu energii elektrycznej nastąpi deficyt mocy. Odstawianie jednostek, których działalność stanie się nieopłacalna, spowoduje konieczność importowania energii, a ona nie będzie tak tania, jak dzisiaj; dzisiaj mamy tzw. rezerwę mocy – możemy, ale nie musimy brać energii spoza granic Polski. Ale jak swojej nie będziemy mieć, wtedy ceny wzrosną i każdy z nas za to zapłaci z własnej kieszeni.

Rząd mówi – postawimy na nowe źródła.

Ale kiedy to nastąpi? Mamy boom na budowę ogniw fotowoltaicznych i energię OZE. A przecież potrzebujemy źródeł, które będą stabilizowały system – dawały energię elektryczną, gdy nie ma energii z tzw. źródeł OZE.

Musi zatem powstać cała gama nowych źródeł, które będą mogły produkować energię elektryczną w okresie od zamknięcia tych starszych bloków opalanych węglem, do momentu uzyskania energii jądrowej – to jest okres minimum 10-15 lat. Dzisiaj mamy w Polsce 63 bloki 200-watowe, większość z nich nie będzie procowała po roku 2028. Mamy do tego jednostki 360-watowe i kilka o mocy wyższej. Polski system elektroenergetyczny jest oparty o 200-setki i 360. Większość z bloków 200 MW w latach 2025-2030 będzie wygaszana – i to nie z przyczyn technologicznych, ale z przyczyn kosztowych – produkcja, przy rosnących kosztach, stanie się po prostu nieopłacalna.

Dla osób niezwiązanych bezpośrednio z elektroenergetyką może się wydawać, że działania związane z transformacją mają sens. Prawda jest taka, że np. w bilansie energii, które musi przeprowadzać URE i Polskie Sieci Elektroenergetyczne, nie wolno brać pod uwagę energii sprowadzanej z zagranicy. Dla zaspokajania potrzeb ludności niezbędny jest taki bilans energii, żeby ze swoich źródeł móc wyprodukować tyle, by wystarczyło. A u nas będzie taki okres, że najstarsze jednostki będą zamykane, a nowych źródeł jądrowych nie będzie. Według fachowców jednostki jądrowe będą gotowe najwcześniej w 2033-35. Ja w to nie do końca wierzę – myślę, że bardziej realny termin to okolice 2040 roku.

Oczywiście super by było, gdyby w polskiej energetyce miks energetyczny był zrównoważony, ale tak nie jest. Jeszcze niedawno 90 proc. energii elektrycznej pochodziło ze spalania węgla kamiennego i brunatnego; dzisiaj to jest 70 proc. i chcemy to znacząco zmniejszać, ale nie mamy nic w zamian. Na energetykę jądrową przyjdzie długo poczekać, na inną nie wiadomo, jak zareaguje UE. Dzisiaj mówi się, że być może energia ze spalania gazu będzie dopuszczona, ale za chwilę może się okazać, że jednak nie, a proces uruchamiania jednostek gazowych wymaga czasu i środków, a później jeszcze taka jednostka musi się zamortyzować.

Jakie są dziś najważniejsze oczekiwania pracowników?

Dla pracowników optymalna wydaje się praca w obecnie funkcjonujących grupach energetycznych. Przecież przez wiele lat poddawani byli reorganizacji, etatyzacji, optymizacji kosztów, szukaniu oszczędności we wszystkich obszarach, również OFW, aby te grupy osiągały jak najlepsze wyniki finansowe. Jeżeli jednak nie byłoby to możliwe, potrzebne są konkretne informacje dotyczące działalności i finansowania spółki NABE w perspektywie 10-15 lat. Najpilniej potrzebujemy rozpoczęcia rozmów i podpisania Umowy Społecznej dla pracowników branży elektroenergetycznej. Trudno uwierzyć, że tysiące ludzi zatrudnionych w polskiej energetyce znajdzie pracę przy wytwarzaniu energii z OZE albo przy montażu tych jednostek – to po prostu nie jest możliwe. Potrzebujemy takich uregulowań prawnych, które zagwarantują zatrudnionym dzisiaj w branży możliwość skorzystania z środków, które Unia Europejska ma wyasygnować w aspekcie programów „solidarnej transformacji”. Domagamy się również takich rozwiązań systemowych, które pracownikom branży, którzy przepracowali 30, 35, czy nawet 40 lat zagwarantują wyższe świadczenia niż przedemerytalne lub zasiłki dla bezrobotnych, które nie nalezą do świadczeń pokaźnych. A w aspekcie wszystkich obywateli potrzebujemy takich rozwiązań, które pozwolą zachować naszą niezależność energetyczną – jako państwa dbającego o dobrobyt obywateli.

Zostaliśmy z niczym, stąd tyle emocji

25 kwietnia, 2021

Magazyn Zmiany, kwiecień/03

Przez to, że zostaliśmy pozbawieni złudzeń, niepokój wzrasta i pojawia się coraz więcej pytań, na które brak odpowiedzi – mówi o NABE i koncepcji transformacji Krzysztof Kisielewski, przewodniczący OZZZPRC i współprzewodniczący Zespołu Trójstronnego ds. Branży Energetycznej

Jest ogromny bałagan informacyjny – mamy wrażenie, że niektóre kwestie są celowo pomijane w dyskursie publicznym, a inne nadmiernie eksponowane. Z naszego punktu widzenia najistotniejsza jest niepewność, którą czują pracownicy. Mówi się o konsultacjach społecznych, ale wciąż brakuje konkretów, kiedy i czy w ogóle do nich dojdzie. Bez zabezpieczeń, niezależnie od tego, jak cudowne wizje będą roztaczane, transformacja będzie warta tyle, co nic. Potrzebujemy dobrej umowy społecznej – umowy stanowiącej źródło prawa pracy – podpartej ustawowymi uregulowaniami. Mówiliśmy o tym panu Soboniowi, powołując się na przykład górników, ale minister wyraźnie dawał sygnały, że on takiej potrzeby nie widzi.

Niewiele wiemy o NABE. Jaką ta spółka ma perspektywę na przyszłość? Po 2025 roku większość aktywów, które mają tam trafić, stanie się nieopłacalna. Do tego dochodzi szaleństwo związane z opłatami za emisję CO2, które są skandalem na skalę światową. Ceny tak wywindowały, że przewyższają cenę paliwa; prawa do emisji CO2 to towar giełdowy – ani nie możemy nad nimi w żaden sposób panować, ani na ich podstawie szacować biznesu.  Jeżeli cena wzrośnie o kolejne 50 czy 7o procent, będzie to zupełny koniec. Dlatego trzeba zadbać o finansowanie działalności spółki i zapieczenie pracowników przed widmem utraty pracy.

Mamy do czynienia z paradoksalną sytuacją – nie mamy ani pieniędzy, ani technologii, a bierzemy się za rewolucję w tak ważnej i strategicznej dla całego państwa branży. To oczywiście kwestia odgórnie sterownej polityki i nakręcania koniunktury na wybrane rozwiązania produkowane w innych krajach, za które będzie trzeba słono zapłacić.

Finalnie transformacja niczego dobrego, z ekonomicznego punktu widzenia, nie wniesie – będziemy mieli deficyt mocy i konieczność eksploatacji nierentownych źródeł, co spowoduje kolejne podwyżki cen. A może jednak warto jednak płacić za emisję CO2 i nie robić rewolucji? Czy takie rozwiązanie w rezultacie nie stanie się tańsze?

Jedna rzecz pozbawiła nas złudzeń; do NABE pójdą aktywa, na które jako pracownicy składaliśmy się przez wiele lat. Sfinansowanie elektrowni Nowe Jaworzno kosztowało nas 10 lat wyrzeczeń – godziliśmy się na nie, bo wiedzieliśmy, że potrzebne jest porządne źródło wytwarzania; teraz elektrownia trafi do NABE, a my zostajemy z niczym.

„Czarne” kopalnie nie trafią do Agencji, prawdopodobnie będą inaczej konsolidowane. Ale górnicy mają gwarancje, których nam nikt nie chce dać. W ich umowie wskazane są źródła finansowania – m.in. Fundusz Sprawiedliwej Transformacji, środki ze zrównoważonego rozwoju  czy prawa do emisji CO2. Mamy obawy, że transformacja górnictwa pochłonie wszystkie fundusze, które potencjalnie mogłyby posłużyć nam jako zabezpieczenie pracowników. Przez to, że zostaliśmy pozbawieni złudzeń, niepokój wzrasta i pojawia się coraz więcej pytań, na które brak odpowiedzi. Na dziś wygląda to tak, że energetycy nie mają nic – dlatego ten proces podszyty jest tyloma emocjami. Dopóki nie siądziemy do stołu i nie zaczniemy rozmawiać o konkretach, niewiele się zmieni.

My, jako strona społeczna, wciąż pracujemy i się organizujemy – w najbliższych dniach mamy spotkanie dotyczące NABE i wydzielania aktywów węglowych. 12 maja zaplanowane jest spotkanie z rządem, które – mam nadzieję – przyniesie choć kilka odpowiedzi na pytania, które stawiamy sobie od długiego czasu.

„Jeżeli nie będziemy potrafili się porozumieć, dojdzie do eksplozji, jak w reaktorze”. Piotr Serafin o planach transformacji

24 kwietnia, 2021

Magazyn Zmiany, kwiecień/02

Rozmowa z Piotrem Serafinem, szefem sekcji Zakładów Energetycznych OZZZPRC i przewodniczącym Komitetu Protestacyjno-Strajkowego w Grupie Tauron.

Jak strona społeczna przyjęła koncepcję transformacji sektora elektroenergetycznego, którą niedawno prezentował minister Artur Soboń?

14 kwietnia – a więc dzień, w którym po raz pierwszy publicznie pokazano założenia transformacji naszej branży – była chyba jednym z najbardziej wyczekiwanych w tym roku, również przeze mnie. Po raz pierwszy mieliśmy bowiem okazję zapoznać się ze źródłowym materiałem ministerstwa. Wcześniej w żaden sposób nie mogliśmy się odnosić do założeń transformacji, bo docierały one do nas tylko w postaci doniesień medialnych.

Przypomnę, że strona społeczna, angażując się w cały proces, potrafiła w ciągu miesiąca wypracować postulaty i zawrzeć wszystkie kluczowe dla branży kwestie. Poświęciliśmy na to czas – często prywatny, w dodatku w tak ważnym momencie, jakim są święta i koniec roku. 13 stycznia wręczyliśmy panu ministrowi Soboniowi gotowy, opracowany dokument dotyczący naszych postulatów pracowniczych z obszaru Tauron Polska Energia. Liczyliśmy na odzew ministerstwa i kolejne spotkania, ale one nie nastąpiły. Odwlekany w czasie był za to moment, w którym mieliśmy poznać założenia transformacji.

Ostatecznie się udało – koncepcja została zaprezentowana.

Tak, ale dokument, który został nam pokazany jest tak ogólnikowy, że poczuliśmy ogromne rozczarowanie. Brak szczegółowych omówień, a wiadomo, że diabeł tkwi w szczegółach i wszystko właśnie w nich się rozegra. Nie mniej jednak dobrze, że cokolwiek się pojawiło, bo wreszcie mamy punkt odniesienia i materiał, do którego możemy nawiązać.

Skąd rozczarowanie? Jakie największe zagrożenia Pan widzi?

Jest ich całe mnóstwo – właśnie ze względu na brak szczegółów. Zgodnie z taksonomią, przepływ kapitału ma odbywać się w kierunku tzw. zrównoważonej działalności gospodarczej. To rodzi pytania o finansowanie inwestycji, które nie spełniają wyśrubowanych norm. Skoro nie ma zapewnionych funduszy, to w jaki sposób pracownicy mają mieć gwarancje utrzymania pracy?

Kolejne ważne pytanie dotyczy NABE. Agencja o tak wysokiej koncentracji podmiotów wytwarzających energię elektryczną będzie monopolistą na rynku. Ciekaw jestem, jak będzie to postrzegane przez UOKiK oraz jak podejdzie do tego URE; jeżeli ktoś ma monopol, to może przecież dowolnie dyktować ceny.

Niezwykle ważnym elementem dla grup, które przekażą do NABE aktywa węglowe, jest też przejęcie zobowiązań finansowań. Kto będzie spłacał zaciągnięte kredyty np. na elektrownie? Pierwszy przykład z brzegu – Nowe Jaworzno, blok 910, kosztowało 7 mld zł. My przekażemy elektrownię, a kto spłaci dług? To są niezwykle istotne pytania, na które nie poznaliśmy odpowiedzi.

W waszych komentarzach słychać też troskę o pracowników.

I to ogromną! Z jakim pakietem socjalnym mieliby przejść do NABE? Jak będzie wyglądało tam kreowanie źródeł prawa pracy? Co z układami zbiorowymi, które obowiązywały w grupach energetycznych? Te pytania pojawiają się od razu, gdy myślimy o zabezpieczeniu pracy i płacy. W dodatku mówimy tutaj o infrastrukturze krytycznej, niezbędnej dla bezpieczeństwa państwa.

Pokazany przez ministra Sobonia dokument Was czymś zaskoczył?

Chyba tylko poziomem ogólności, bo z doniesień medialnych, które do nas docierały, wyłaniała się pewna koncepcja – mówiło się m.in. o powołaniu NABE i to się potwierdziło. Ze spotkania wyszliśmy rozczarowani i z ogromnym niedosytem. Nie tak powinny wyglądać partnerskie relacje ze stroną społeczną.

Zaskakujące są terminy i czas trwania konsultacji społecznych.

Rzeczywiście, budzą one ogromne zdumienie. Mówimy o bardzo skomplikowanym podmiocie, o wielowarstwowych strukturach, złożonych relacjach biznesowych, wreszcie – o branży, na której opiera się bezpieczeństwo całego państwa. Tymczasem przewidywany termin konsultacji społecznych to… 1,5 miesiąca! To niepoważne i świadczy o bucie rządzących. Mam wrażenie, że są przekonani o ogólnospołecznym przyzwolenia na takie praktyki i ktoś, kto stworzył ten układ, będzie za wszelką cenę go forsował.

Daty procedowania tych rozwiązań i stworzenia NABE wydają się zupełnie nierealne.

To nawet nie Pendolino, to Shinkansen. A mówimy przecież o rzeszy 32 tys. pracowników – to jest prawdziwa armia, która – myślę – wyciągnie wnioski w odpowiednim czasie.

Jakie nastroje są wśród pracowników?

Rozczarowanie, niepokój. I ciężko się dziwić, bo mamy do czynienia z arogancją władzy. Łudziliśmy się, że przesuwanie daty upublicznienia koncepcji związane jest ze skomplikowaną materią postulatów społecznych, które przekazaliśmy rządowi. Że trwają prace, by wszystko dopracować. Tymczasem otrzymujemy substytut pomysłu na przyszłość energetyki – bo tego nie można nawet nazwać programem.

Gdy pokazaliśmy pracownikom opracowanie rządu, to wszyscy, jak jeden mąż, powiedzieli, że z dokumentu zupełnie nic nie wynika. „I co mam powiedzieć swojej rodzinie? Jakie są gwarancje mojego zatrudnienia, jak będzie wyglądała moja przyszłość?”. Na te pytania, po prezentacji Artura Sobonia, niestety nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć.

Co dalej?

Święcie wierzę, że jeżeli dojdzie do eskalacji emocji, to spotkamy się ze zrozumieniem ze strony społeczeństwa.

A dojdzie?

Niestety, strona społeczna się mocno radykalizuje. W grupach energetycznych działają komitety protestacyjno-strajkowe, w wielu miejscach prowadzone są spory zbiorowe dotyczące nie tylko kwestii płacowych, ale i gwarancji zatrudnienia. To świadczy o tym, że obawa i lęk o pracę i stabilizację zawodową jest wśród pracowników ogromna. Jeżeli w najbliższym czasie nie zostanie zaproponowany poważny dialog, może dojść do niekontrolowanej rekcji i wybuchu niezadowolenia. Wtedy będzie to trudne do opanowania.

Mimo wszystko myślę, że jeszcze jest szansa na naprawę sytuacji. Ale jeżeli prześpimy ten najbliższy czas i nie będziemy się potrafili zjednoczyć, to dojdzie do eksplozji – jak po wyjęciu prętów grafitowych z reaktora, a akcje będą na skalę tych z lat 80. Sprawa jest bardzo poważna i liczy się dosłownie każdy dzień. Dopóki jeszcze jesteśmy chętni na dialog, warto go podjąć. Powiem to raz jeszcze, niech wybrzmi mocno: Sektor elektroenergetyczny na czas planowanej transformacji energetyki dla pracowników oczekuje rzetelnej i konstruktywnej konsultacji opartej o partnerski  dialog z MAP, w celu wypracowania gwarancji dotyczących zabezpieczeń załóg spółek podlegających „wydzielaniu” na wzór umowy społecznej zawartej z obszarem górnictwa – taki nasz Pakiet Energetyczny. Przecież nie jesteśmy gorsi od górnictwa!

A zupełnie na marginesie muszę dodać, że dziwi mnie reakcja – a właściwie jej brak – całego środowiska naukowego. Nikt z ekspertów nie odniósł się do dokumentu prezentowanego przez pana Artura Sobonia. Czy środowisko akademickie jest w stanie wesprzeć te przekształcenia poprzez skuteczne metody do niwelowania CO2? To milczenie jest dla mnie bardzo znamienne.

MAP ogłosiło koncepcję transformacji sektora elektroenergetycznego

23 kwietnia, 2021

Magazyn Zmiany, kwiecień/01

To był długo wyczekiwany moment – Ministerstwo Aktywów Państwowych pokazało w połowie kwietnia przedstawicielom strony społecznej projekt transformacji sektora elektroenergetycznego.

Do kancelarii Prezesa Rady Ministrów wpłynął też wniosek o wpisanie do wykazu prac rządu programu dotyczącego projektowanych zmian w branży.

ZOBACZ KONIECZNIE, JAK NASI PRZEDSTAWICIELE KOMENTUJĄ PROJEKT:

o komentarz Krzysztofa Kisielewskiego
o rozmowa z Piotrem Serafinem
o rozmowa z Tadeuszem Wierzchowskim

Przedstawiciele MAP przypominają, że zgodnie z unijnymi dyrektywami, do 2030 roku ma nastąpić zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych o co najmniej 55 proc. w stosunku do 1990 roku, a także co najmniej 32-proc. udział źródeł odnawialnych w finalnym zużyciu energii, co dla polskiego sektora elektroenergetycznego jest ogromnym wyzwaniem, bo energetyka jest u nas oparta w 70 proc. na węglu.

„W związku z tym Polska musi w najbliższych latach dokonać zasadniczej zmiany systemu a praktycznie wybudować nowy. Chodzi o to, by zapewnić bezpieczeństwo energetyczne kraju i móc pokrywać zwiększające się zapotrzebowanie na energię, a jednocześnie opierać się przy tym na krajowych źródłach i chronić obywateli przed drastycznym wzrostem cen” – czytamy w komunikacie MAP.

Kliknij i zobacz prezentację MAP

Wydzielenie aktywów węglowych

Zasadniczą częścią „operacji” ma być wydzielenie aktywów węglowych, czyli elektrowni węglowych Enei, PGE oraz Taurona do Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego (NABE). Przedstawiciele ministerstwa tłumaczą, że to koniecznie, by te podmioty, które pozostaną w spółkach, mogły inwestować i starać się o pozyskanie niezbędnego kapitału.

„Banki nie chcą udzielać finansowania podmiotom, które mają w swym portfolio aktywa węglowe”  – tłumaczy Jacek Sasin.

Bloki węglowe mają zostać nabyte przez Skarb Państwa. „W związku z nierozerwalnością kompleksów energetycznych zasilanych węglem brunatnym wśród nabywanych aktywów znajdą się również kopalnie węgla brunatnego. Nie będą natomiast nabywane aktywa związane z wydobyciem węgla kamiennego. Przedmiotem wydzielenia nie będą też elektrociepłownie opalane węglem, gdyż planowana jest ich modernizacja w kierunku źródeł nisko i zeroemisyjnych” – tłumaczą autorzy koncepcji.

Aktywa węglowe mają być zintegrowane przez PGE Górnictwo i Energetykę Konwencjonalną, która zacznie działać jako spółka pod nazwą Narodowa Agencja Bezpieczeństwa Energetycznego.

Kiedy realizacja

Jak mówi Jacek Sasin, realizacja programu rozpocznie się po przyjęciu przez rząd. Według planów, które zostały przedstawione stronie społecznej, NABE ma zacząć działać w przyszłym roku.

Do góry
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.
Zgoda
Zamknij